Bardzo, bardzo, bardzo jestem. Myślę że tydzień który się dzieje będzie bardzo owocnym tygodniem, gdyż procent emocji we mnie wynosi coś koło 80% mych ogólnych możliwości. Więc jeśli w tym co napiszę trafi się coś dość dobrego i dość złego aby to opublikować na tym blogu... Zrobię to. Wiersze będą chyba głównie o pomidorach, sadach, mojej dzikiej wenie, która jest gdy jej nie ma. A nie ma jej jedynie wtedy gdy się o niej zapomina. O wielkim przypływie morza mnie. I takie tam trochę kapslowe, a trochę drewniane twory.
Me imię jest. Jest na pewno. Błądzi gdzieś wśród tego co wypłynie z ust. Tak bywa i tak jest.
Wiek mam. To nieuniknione. Żyję w czasie i z czasem. Jakże ja kocham, jakże to możliwe, abym szedł jak w pierścieniu. Drogę znam. Lecz co jest najgorsze nie znana mi jest przyczyna, nie znany mi jest czas nadejścia do miejsca które to również nie ja wyznaczam. Wędrówka ta jest tułaczką męczącą nieraz, nieraz pełną szczęścia. Bywa że w tą szatę ze szczęścia ubrany nie chcę błądzić, chcę ominąć coś co nieuniknione. Zdarza się wiele.
Widziałem Cię ostatnio nie tak dawno gdy zamykałaś właśnie drzwi do swojego świata Byłem ciekaw co można tam spotkać Że co wiedziałem gdyż zawsze wolałaś przyrodę nieożywioną Pukałem do tych Twoich drzwi drewnianych patrzyłem na rzeźbienia we framudze Podziwiałem kamienną wycieraczkę zadając sobie pytanie jak to możliwe aby kamienne cienkie włosie utrzymało posiadany przeze mnie ciężar pięćdziesięciu kilogramów Usłyszałem jedynie szelest folii pewnie znów formowałaś z niej planety Pewnie znów oblepiałaś ściany niezmierzoną galaktyką Znów zapomniałaś że masz drzwi
Jest To blog z moimi wierszami. Nie pozwalam nikomu ich kopiować itp... Mam nadzieje że moje dzieła, czasem lepsze, czasem gorsze będą się wam podobać.